|
| Parokrok,
kompas, orientacja, mapa – czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości przy
poruszaniu się w terenie? Na pewno nie uczniowie klasy IV, którzy pod
bacznym okiem pań od przyrody oraz państwa Matyków przeszli małe
przeszkolenie na terenie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. | 
|
| Podziwiając
piękno lasów sosnowych oraz grądowych, czwartoklasiści dzielnie
maszerowali z kompasem i mapą w ręku, obliczając parokroki, mierząc
odległości w terenie i wykonując przeróżne zadania. A na końcu czekała
nas zasłużona nagroda… | 
|
Jak
się okazało praktykowanie wiedzy w terenie, którą nabyliśmy w szkolnej
ławie, nie jest takim prostym zadaniem. Ci, którzy pilnie śledzili
lekcje przyrody od początku roku szkolnego i uważali, co mówią nasi
przewodnicy nie mają już najmniejszych wątpliwości jak odnaleźć się w
nieznanym.
Trud wysiłku i
nauki został uwieńczony pieczeniem i jedzeniem kiełbasek, które na
świeżym powietrzu smakowały wyjątkowo. Szkoda tylko, że nie wszyscy na
nie zdążyli… | 
|
Mam nadzieję, że nauka nie poszła w las – wszak czekają nas wakacje, podczas których na pewno nie jedna osoba zbłądzi w terenie – oby tylko mieć mapę za pazuchą …
Maj się skończył, za nami zielona szkoła, koniec roku szkolnego już tuż tuż – czas zatem na podsumowanie Majowych Spotkań z Kulturą, w myśl których każda klasa miała okazję uczestniczyć w wyprawie do miejsca wybranego przez wychowawcę.
I tak nasze maluchy z klas Ia i Ic 18 maja udały się specjalnie wynajętym dla nich autokarem do Ogrodu Zoologicznego. Tam pod okiem przewodnika dzieci uczestniczyły w zajęciach warsztatowych, na których poznawały zwyczaje dzikich zwierząt i sposoby ich karmienia. W grupach dokonywały podziału zgromadzonych produktów. Przygotowywały "koszyk" dla lwa, słonia i małpki. Potem wśród śmiechów samodzielnie karmiły osiołki, kucyki, owce i kozy. Zwierzaki były szalenie towarzyskie, a apetyty im dopisywały! Dla wielu dzieci była to pierwsza w życiu okazja, żeby pogłaskać owieczkę albo osiołka. Po lekcji był jeszcze czas na spacer po ogrodzie, odpoczynek na placyku zabaw i lody (szkoła stawia!). Wszystkie dzieci były zachwycone wycieczką, a po powrocie do szkoły przeżycia uwieczniły w zapiskach i na obrazkach. 
  Klasa Ib udała się wraz z panią Renią do Teatru Lalka na przedstawienie „Baśń Złotowłosa”, które okazało się wielkim hitem.
Klasa II miała niepowtarzalną okazję uczestniczyć w zakończeniu edukacji teatralnej i wręczaniu nagród w Teatrze Guliwer, uwieńczonym spektaklem pt. „Bajka o dobrym smoku”, zaś klasa III zwiedziła Muzeum Drukarstwa Warszawskiego.
Klasa IV buszowała w terenie w odległym rezerwacie krajobrazowym, oddając się edukacji ekologicznej – czekamy na relację!
Klasa II gimnazjum powędrowała wraz ze swym wychowawcą do Łazienek Królewskich. Tak między nami – musiało się im tam bardzo podobać, bo zniknęli na cały dzień! Zamówiona pogoda dopisała, a tematem przewodnim wycieczki było życie prywatne króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz jego wpływ na politykę wewnętrzną Polski w latach 1764 – 1795. Punktem kulminacyjnym wycieczki, która dzielnie przemierzyła całe Łazienki, była wizyta w „Białym Domku”. Tam, przewodnik poddany został ciężkiej próbie i wił się w krzyżowym ogniu pytań dociekliwej młodzieży. Dyskusję można scharakteryzować tak: „Dlaczego król Staś budował piękne pałace zamiast fabryk broni i amunicji?”. No właśnie, dlaczego...
Klasa III gimnazjum, niczego nie podejrzewając, trafiła w osobliwe miejsce jakim jest Centrum Sztuki Współczesnej. Niektórzy zdawali się być kompletnie nieprzygotowani na widoki, jakie tam zastaną. No bo jak tu poważnie traktować dzieło sztuki, które składa się z adidasów przerobionych na rekiny? Jak tu się nie irytować, skoro napis na ścianie obiecuje widok rajskiego ogrodu, a za zasłonką nie ma nic, tylko zwykły mur? Bartek, Kasia i Karolina zdawali się dobrze bawić i chwytać niektóre pomysły współczesnych artystów, Maciek był oburzony, Klaudia narzekała na ból głowy, Iza przyglądała się ze stoickim spokojem osoby, która wie, że zaraz obudzi się z dziwnego snu, Przemek chichotał, a Gabik snuł się ponuro, mrucząc coś pod nosem o sztuce dla psychicznie chorych. Cała grupa zrobiła sobie pamiątkowe zdjęcie pod rzeźbą przypominającą skrzyżowanie Smurfa z Piaskoludkiem. Widok zgromadzonych w Centrum dzieł sztuki sprowokował rzecz jasna dyskusję o tym, czym naprawdę jest sztuka i czy przypadkiem nie samo „dzieło” nią jest, co umiejętność wyłudzenia od snobów i krytyków wielkiej sumy za, powiedzmy, odcisk buta na płótnie. Przy okazji nasi drodzy gimnazjaliści zwiedzili też muzeum szpitalnictwa, mieszczące się pod tym samym dachem, czyli w Pałacu Ujazdowskim, ze zgrozą przyglądając się przedpotopowym narzędziom chirurgicznym, zdjęciom i preparatom. Największą grozę i najwięcej okrzyków wzbudziła małpka kapucynka zatopiona w formalinie. Potwierdzamy – okropność! Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.
Kulminacyjnym punktem Majowych Spotkań z Kulturą było spotkanie z panem Michałem Malinowskim, który założył w Konstancinie niezwykłe Muzeum Opowiadaczy Historii, zajmujące się przechowaniem i utrwaleniem ustnych tradycji przekazu. Pan Michał przybył do Pro Futuro w specjalnej, tradycyjnej szacie Opowiadacza Historii i po kolei, z każdą klasą przeprowadził warsztaty tworzenia słowem, które zapoznają uczestników z arkanami tworzenia, wyboru i opowiadania historii. Nasi uczniowie mieli niepowtarzalną okazję, by zanurzyć się w magii żywego przekazu i poddać czarowi starodawnych baśni. Największy odzew wzbudziła historia o sprytnym Libańczyku – dzieci niecierpliwie usiłowały odgadnąć zakończenie i żywo reagowały na każdy zwrot akcji. Po opowiedzeniu kilku historii z różnych stron świata i po krótkim wprowadzeniu teoretycznym, nasi uczniowie mieli okazję przekonać się, że nie trzeba być dobrym aktorem, by umieć dobrze i barwnie opowiadać. Wystarczy tylko nieco odwagi i wyobraźni. Wśród lasu rąk uniesionych do góry pan Michał wybierał ochotników, a oni stając mężnie przed kolegami i koleżankami, wśród aplauzu wymyślali własne historie, budując opowieść na kanwie trzech słów wybranych przez publiczność. Oczywiście, nie trzeba dodawać, że widzowie byli bezlitośni i starali się dobrać jak najbardziej absurdalne zestawy np” kapcie, krowa i czekolada”. I zrób z tym coś, człowieku! A jednak okazało się, że nasi uczniowie wyobraźnię mają nie od parady i dzięki temu mieliśmy okazję wysłuchać niestworzonych i często bardzo śmiesznych historii: o psie, który zamieniał się w dziewczynkę, o krowie, która pracowała w fabryce czekolady, czy o bananie, który ku uciesze rozbitka przeobraził się w kobietę. Z całą pewnością był to niezapomniany dzień.
Majowe Spotkania z Kulturą w Toku! Napływają pierwsze raporty ze szkolnych wypraw. Czekamy niecierpliwie na resztę relacji i zdjęcia! Wtorek. 9 maja 2006.
Połączone siły klas Ia i Ib gimnazjum po pospiesznym śniadaniu wypełniły autokar i przy pięknej pogodzie wycieczka ruszyła ku Granicy – maleńkiej miejscowości, w której znajduje się Muzeum Parku Kampinoskiego. Samo muzeum okazało się niewielkie, składające z dwóch sal. W jednej wysłuchaliśmy lekcji o parku jako takim i jego florze. Ponoć chlubą Kampinosu jest szalenie rzadka i dość niepozorna roślinka, która rośnie jedynie w ośmiu miejscach w Polsce – nazywa się jakoś tak zabawnie na „h”, konia z rzędem temu, kto zapamiętał. Dowiedzieliśmy się też, że rosiczki w sztucznych, hodowlanych warunkach bardzo lubią wołowinę i biały ser. W drugiej sali obejrzeliśmy wypchane okazy kampinoskiej fauny. Pan przewodnik wyjaśnił, że są to najczęściej ofiary wypadków samochodowych pozbierane przy drogach oraz dary dla muzeum od wdów po myśliwych. Jednym z najstarszych okazów w muzeum jest ponad stuletni bielik, nasz największy rodzimy ptak. Dla większości z nas zaskoczeniem była informacja, że na bielika nie mówi się „orzeł”, bo ostatnie badania dowiodły, że bliżej spokrewniony jest z sępami i innymi padlinożercami i na to szlachetne miano nie zasługuje. W muzeum znajdują się też stworzenia, które zniknęły z Kampinosu czas jakiś temu, jak choćby wilk (ponoć przyłożył się do tego Czerwony Kapturek) czy też mały i kolorowy ptak batalion. Przy okazji Mateusz dowiedział się dlaczego na ścianie wisi tylko łeb łosia, a Zuzia Kajzer poznała różnicę między sarną a jeleniem. Po zwiedzeniu sali wycieczka heroicznie wyszła na zewnątrz, by dokarmiać stada krwiożerczych komarów i ruszyć w las ścieżką dydaktyczną. Pierwsza napotkana ciekawostka – mrówkolew obudziła entuzjazm męskiej części Ia, która to ekipa zapragnęła hodować stwora w szkole, jako maskotkę klasową i karmić go mrówkami. Drugą był „padnięty” padalec, ku zgrozie jednych (i fascynacji niektórych) przejechany przez samochód i dający jeszcze słabe oznaki życia. Pan przewodnik zaniósł go na bok w prezencie padlinożercom. Obejrzeliśmy szyszki zjedzone przez dzięcioła i nauczyliśmy się odróżniać je od szyszek skonsumowanych przez wiewiórki. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy: tego że nazwa „dzięcioł” wzięła się od zlepka słów „w-dzień-ciął”, że Władysław Jagiełło kazał wziąć pod ochronę cis (żeby jego wojskom nie zabrakło drzewa na łuki), że żmija nie zawsze kąsa jadowicie, a samczyk jaszczurki zwinki, nie dość, że bardzo zwinny to jeszcze do tego jest na bokach zielony ( w odróżnieniu od samiczki, którą udało się złapać i obejrzeć z bliska. Szczęśliwcy dostali nawet na pamiątkę kawałek wylinki). Na drodze napotkaliśmy – tak jak nam pan przewodnik obiecał – kupy łosi, ponoć nie wydzielające zapachu i smaczne – która to informacja szalenie zafascynowała Mateusza Windysa - i dowiedzieliśmy się, że w krajach Skandynawii odchody łosi i reniferów konserwuje się w żywicy i robi z nich biżuterię i ozdoby. Michał Dmoch na tę wieść natychmiast poczuł w sobie żyłkę biznesmena i załamał ręce na widok „takiej forsy” leżącej na ziemi. Życzymy mu zatem powodzenia w budowaniu łosiowego imperium! Na zakończenie wycieczki przejechaliśmy się bryczką zaprzężoną w dwa dziarskie koniki polskie i wróciliśmy do szkoły, żeby w spokoju zjeść obiad i policzyć ugryzienia komarów.
Zdjęcia już wkrótce! Podróż w czasie Setki eksponatów, urządzeń multimedialnych i rozwiązań wizualnych XXI wieku ukazujących upływ czasu obejrzały klasy V i VI w PKiN na interaktywnej wystawie zaprezentowanej po raz pierwszy w Europie pt.: Odkrywanie czasu. Trudne i abstrakcyjne zagadnienia związane z czasem poznawaliśmy poprzez eksperymentowanie i zabawę. Każdy mógł wędrując po planszy, cofnąc się do początku Wszechświata, a także zobaczyc jego koniec. .jpg)
Ciekawscy wypróbowali również na sobie teorię Einsteina, przemierzając bieżnię do testowania teorii względności. .jpg)
Największym zainteresowaniem cieszyła się specjalna kapsuła bezechowa, w której całkowicie traciło się poczcie czasu. Wszyscy niedowiarkowie z przyjemnością poddali się temu eksperymentowi! .jpg)
.jpg)
Efekt działania czasu w trakcie wideo –konwersacji sprawdzaliśmy, testując tzw. opóźniający telefon. .jpg)
W kolejnej części wystawy obserwowaliśmy, w jaki sposób upływa czas w przyrodzie. Odczytywaliśmy na specjalnie przygotowanych poduszkach znaki, jakie pozostawia natura, zapisując swoją historię w ukształtowaniu terenu, słojach pnia drzewa czy muszlach. .jpg)
Ekspozycję można obejrzec w PKiN do 29 października, to wystawa dla wszystkich!!!! Polecamy***** Kl. V i VI
|