Edukacja Pro Futuro dzienniczek login: hasło:  
Start | O Nas | Zespół Zarządzający | Kadra | Filozofia Szkoły | Kontakt | Kalendarz | Plan Lekcji
szukaj:
Gala 2008 - fotorelacja
Szkoly Pro Futuro

Jesteś Kandydatem? Rodzicem? Uczniem? Chcesz się dowiedzieć czegoś więcej o Pro Futuro? Dobrze trafiłeś!

więcej
Co w Szkole piszczy ...

Z życia Pro Futuro ... czyli co w Szkole piszczy - tylko NAJŚWIEŻSZE wiadomości!


więcej
Sport

Aktywne spedzanie czasu to konik made in Pro Futuro ...



więcej
Ekspedycja Pro Futuro

Sport i rekreacja na swiezym powietrzu to czesc programu wychowawczego szkoly


Ekspedycja Pro Futuro więcej
Majowe Spotkania z Kulturą - reportaże! PDF Drukuj E-mail

Parokrok, kompas, orientacja, mapa – czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości przy poruszaniu się w terenie? Na pewno nie uczniowie klasy IV, którzy pod bacznym okiem pań od przyrody oraz państwa Matyków przeszli małe przeszkolenie na terenie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego.
 

Podziwiając piękno lasów sosnowych oraz  grądowych, czwartoklasiści dzielnie maszerowali z kompasem i mapą w ręku, obliczając parokroki, mierząc odległości w terenie i wykonując przeróżne zadania. A na końcu czekała nas zasłużona nagroda…
 

Jak się okazało praktykowanie wiedzy w terenie, którą nabyliśmy w szkolnej ławie, nie jest takim prostym zadaniem. Ci, którzy pilnie śledzili lekcje przyrody od początku roku szkolnego i uważali, co mówią nasi przewodnicy nie mają już najmniejszych wątpliwości jak odnaleźć się w nieznanym.
Trud wysiłku i nauki został uwieńczony pieczeniem i jedzeniem kiełbasek, które na świeżym powietrzu smakowały wyjątkowo. Szkoda tylko, że nie wszyscy na nie zdążyli…

 

Mam nadzieję, że nauka nie poszła w las – wszak czekają nas wakacje, podczas których na pewno nie jedna osoba zbłądzi w terenie – oby tylko mieć mapę za pazuchą …

 

Maj się skończył, za nami zielona szkoła, koniec roku szkolnego już tuż tuż – czas zatem na podsumowanie Majowych Spotkań z Kulturą, w myśl których każda klasa miała okazję uczestniczyć w wyprawie do miejsca wybranego przez wychowawcę.

I tak nasze maluchy z klas Ia i Ic 18 maja udały się specjalnie wynajętym dla nich autokarem do Ogrodu Zoologicznego. Tam pod okiem przewodnika dzieci uczestniczyły w zajęciach warsztatowych, na których poznawały zwyczaje dzikich zwierząt i sposoby ich karmienia. W grupach dokonywały podziału zgromadzonych produktów. Przygotowywały "koszyk" dla lwa, słonia i małpki. Potem wśród śmiechów samodzielnie karmiły osiołki, kucyki, owce i kozy. Zwierzaki były szalenie towarzyskie, a apetyty im dopisywały! Dla wielu dzieci była to pierwsza w życiu okazja, żeby pogłaskać owieczkę albo osiołka. Po lekcji był jeszcze czas na
spacer po ogrodzie, odpoczynek na placyku zabaw i lody (szkoła stawia!). Wszystkie dzieci były zachwycone wycieczką, a po powrocie do szkoły przeżycia uwieczniły w zapiskach i na obrazkach.



Klasa Ib udała się wraz z panią Renią do Teatru Lalka na przedstawienie „Baśń Złotowłosa”, które okazało się wielkim hitem.

Klasa II miała niepowtarzalną okazję uczestniczyć w zakończeniu edukacji teatralnej i wręczaniu nagród w Teatrze Guliwer, uwieńczonym spektaklem pt. „Bajka o dobrym smoku”, zaś klasa III zwiedziła Muzeum Drukarstwa Warszawskiego.

Klasa IV buszowała w terenie w odległym rezerwacie krajobrazowym, oddając się edukacji ekologicznej – czekamy na relację!

Klasa II gimnazjum powędrowała wraz ze swym wychowawcą do Łazienek Królewskich. Tak między nami – musiało się im tam bardzo podobać, bo zniknęli na cały dzień! Zamówiona pogoda dopisała, a tematem przewodnim wycieczki było życie prywatne króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz jego wpływ na politykę wewnętrzną Polski w latach 1764 – 1795. Punktem kulminacyjnym wycieczki, która dzielnie przemierzyła całe Łazienki, była wizyta w „Białym Domku”. Tam, przewodnik poddany został ciężkiej próbie i wił się w krzyżowym ogniu pytań dociekliwej młodzieży. Dyskusję można scharakteryzować tak: „Dlaczego król Staś budował piękne pałace zamiast fabryk broni i amunicji?”. No właśnie, dlaczego...

Klasa III gimnazjum, niczego nie podejrzewając, trafiła w osobliwe miejsce jakim jest Centrum Sztuki Współczesnej. Niektórzy zdawali się być kompletnie nieprzygotowani na widoki, jakie tam zastaną. No bo jak tu poważnie traktować dzieło sztuki, które składa się z adidasów przerobionych na rekiny? Jak tu się nie irytować, skoro napis na ścianie obiecuje widok rajskiego ogrodu, a za zasłonką nie ma nic, tylko zwykły mur? Bartek, Kasia i Karolina zdawali się dobrze bawić i chwytać niektóre pomysły współczesnych artystów, Maciek był oburzony, Klaudia narzekała na ból głowy, Iza przyglądała się ze stoickim spokojem osoby, która wie, że zaraz obudzi się z dziwnego snu, Przemek chichotał, a Gabik snuł się ponuro, mrucząc coś pod nosem o sztuce dla psychicznie chorych.
Cała grupa zrobiła sobie pamiątkowe zdjęcie pod rzeźbą przypominającą skrzyżowanie Smurfa z Piaskoludkiem. Widok zgromadzonych w Centrum dzieł sztuki sprowokował rzecz jasna dyskusję o tym, czym naprawdę jest sztuka i czy przypadkiem nie samo „dzieło” nią jest, co umiejętność wyłudzenia od snobów i krytyków wielkiej sumy za, powiedzmy, odcisk buta na płótnie.
Przy okazji nasi drodzy gimnazjaliści zwiedzili też muzeum szpitalnictwa, mieszczące się pod tym samym dachem, czyli w Pałacu Ujazdowskim, ze zgrozą przyglądając się przedpotopowym narzędziom chirurgicznym, zdjęciom i preparatom. Największą grozę i najwięcej okrzyków wzbudziła małpka kapucynka zatopiona w formalinie. Potwierdzamy – okropność! Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

Kulminacyjnym punktem Majowych Spotkań z Kulturą było spotkanie z panem Michałem Malinowskim, który założył w Konstancinie niezwykłe Muzeum Opowiadaczy Historii, zajmujące się przechowaniem i utrwaleniem ustnych tradycji przekazu. Pan Michał przybył do Pro Futuro w specjalnej, tradycyjnej szacie Opowiadacza Historii i po kolei, z każdą klasą przeprowadził warsztaty tworzenia słowem, które zapoznają uczestników z arkanami tworzenia, wyboru i opowiadania historii. Nasi uczniowie mieli niepowtarzalną okazję, by zanurzyć się w magii żywego przekazu i poddać czarowi starodawnych baśni. Największy odzew wzbudziła historia o sprytnym Libańczyku – dzieci niecierpliwie usiłowały odgadnąć zakończenie i żywo reagowały na każdy zwrot akcji. Po opowiedzeniu kilku historii z różnych stron świata i po krótkim wprowadzeniu teoretycznym, nasi uczniowie mieli okazję przekonać się, że nie trzeba być dobrym aktorem, by umieć dobrze i barwnie opowiadać. Wystarczy tylko nieco odwagi i wyobraźni. Wśród lasu rąk uniesionych do góry pan Michał wybierał ochotników, a oni stając mężnie przed kolegami i koleżankami, wśród aplauzu wymyślali własne historie, budując opowieść na kanwie trzech słów wybranych przez publiczność. Oczywiście, nie trzeba dodawać, że widzowie byli bezlitośni i starali się dobrać jak najbardziej absurdalne zestawy np” kapcie, krowa i czekolada”. I zrób z tym coś, człowieku! A jednak okazało się, że nasi uczniowie wyobraźnię mają nie od parady i dzięki temu mieliśmy okazję wysłuchać niestworzonych i często bardzo śmiesznych historii: o psie, który zamieniał się w dziewczynkę, o krowie, która pracowała w fabryce czekolady, czy o bananie, który ku uciesze rozbitka przeobraził się w kobietę. Z całą pewnością był to niezapomniany dzień.

Majowe Spotkania z Kulturą w Toku!

Napływają pierwsze raporty ze szkolnych wypraw. Czekamy niecierpliwie na resztę relacji i zdjęcia!

Wtorek. 9 maja 2006.

Połączone siły klas Ia i Ib gimnazjum po pospiesznym śniadaniu wypełniły autokar i przy pięknej pogodzie wycieczka ruszyła ku Granicy – maleńkiej miejscowości, w której znajduje się Muzeum Parku Kampinoskiego. Samo muzeum okazało się niewielkie, składające z dwóch sal. W jednej wysłuchaliśmy lekcji o parku jako takim i jego florze. Ponoć chlubą Kampinosu jest szalenie rzadka i dość niepozorna roślinka, która rośnie jedynie w ośmiu miejscach w Polsce – nazywa się jakoś tak zabawnie na „h”, konia z rzędem temu, kto zapamiętał. Dowiedzieliśmy się też, że rosiczki w sztucznych, hodowlanych warunkach bardzo lubią wołowinę i biały ser. W drugiej sali obejrzeliśmy wypchane okazy kampinoskiej fauny. Pan przewodnik wyjaśnił, że są to najczęściej ofiary wypadków samochodowych pozbierane przy drogach oraz dary dla muzeum od wdów po myśliwych. Jednym z najstarszych okazów w muzeum jest ponad stuletni bielik, nasz największy rodzimy ptak. Dla większości z nas zaskoczeniem była informacja, że na bielika nie mówi się „orzeł”, bo ostatnie badania dowiodły, że bliżej spokrewniony jest z sępami i innymi padlinożercami i na to szlachetne miano nie zasługuje. W muzeum znajdują się też stworzenia, które zniknęły z Kampinosu czas jakiś temu, jak choćby wilk (ponoć przyłożył się do tego Czerwony Kapturek) czy też mały i kolorowy ptak batalion. Przy okazji Mateusz dowiedział się dlaczego na ścianie wisi tylko łeb łosia, a Zuzia Kajzer poznała różnicę między sarną a jeleniem.
Po zwiedzeniu sali wycieczka heroicznie wyszła na zewnątrz, by dokarmiać stada krwiożerczych komarów i ruszyć w las ścieżką dydaktyczną. Pierwsza napotkana ciekawostka – mrówkolew obudziła entuzjazm męskiej części Ia, która to ekipa zapragnęła hodować stwora w szkole, jako maskotkę klasową i karmić go mrówkami. Drugą był „padnięty” padalec, ku zgrozie jednych (i fascynacji niektórych) przejechany przez samochód i dający jeszcze słabe oznaki życia. Pan przewodnik zaniósł go na bok w prezencie padlinożercom. Obejrzeliśmy szyszki zjedzone przez dzięcioła i nauczyliśmy się odróżniać je od szyszek skonsumowanych przez wiewiórki. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy: tego że nazwa „dzięcioł” wzięła się od zlepka słów „w-dzień-ciął”, że Władysław Jagiełło kazał wziąć pod ochronę cis (żeby jego wojskom nie zabrakło drzewa na łuki), że żmija nie zawsze kąsa jadowicie, a samczyk jaszczurki zwinki, nie dość, że bardzo zwinny to jeszcze do tego jest na bokach zielony ( w odróżnieniu od samiczki, którą udało się złapać i obejrzeć z bliska. Szczęśliwcy dostali nawet na pamiątkę kawałek wylinki). Na drodze napotkaliśmy – tak jak nam pan przewodnik obiecał – kupy łosi, ponoć nie wydzielające zapachu i smaczne – która to informacja szalenie zafascynowała Mateusza Windysa - i dowiedzieliśmy się, że w krajach Skandynawii odchody łosi i reniferów konserwuje się w żywicy i robi z nich biżuterię i ozdoby. Michał Dmoch na tę wieść natychmiast poczuł w sobie żyłkę biznesmena i załamał ręce na widok „takiej forsy” leżącej na ziemi. Życzymy mu zatem powodzenia w budowaniu łosiowego imperium!

Na zakończenie wycieczki przejechaliśmy się bryczką zaprzężoną w dwa dziarskie koniki polskie i wróciliśmy do szkoły, żeby w spokoju zjeść obiad i policzyć ugryzienia komarów.

Zdjęcia już wkrótce!

Podróż w czasie

Setki eksponatów, urządzeń multimedialnych i rozwiązań wizualnych XXI wieku ukazujących upływ czasu obejrzały  klasy V i VI w PKiN na interaktywnej wystawie zaprezentowanej po raz pierwszy w Europie pt.: Odkrywanie czasu.

Trudne i abstrakcyjne zagadnienia związane z czasem poznawaliśmy poprzez eksperymentowanie i  zabawę. Każdy mógł  wędrując po planszy, cofnąc się do początku Wszechświata, a także zobaczyc jego koniec.

Ciekawscy wypróbowali również na sobie teorię Einsteina, przemierzając bieżnię do testowania teorii względności.

Największym zainteresowaniem cieszyła się  specjalna kapsuła bezechowa, w której całkowicie traciło się poczcie czasu. Wszyscy niedowiarkowie  z przyjemnością poddali się temu eksperymentowi!

 

Efekt działania czasu w trakcie wideo –konwersacji sprawdzaliśmy, testując tzw. opóźniający telefon.

 

W kolejnej części wystawy obserwowaliśmy, w jaki sposób upływa czas w przyrodzie. Odczytywaliśmy na specjalnie przygotowanych poduszkach znaki, jakie pozostawia natura, zapisując swoją historię w ukształtowaniu terenu, słojach pnia drzewa czy muszlach.

Ekspozycję można obejrzec w PKiN do 29 października, to wystawa dla wszystkich!!!!

Polecamy*****
Kl. V i VI