|

Szkolne Święto Teatru? Tak, ale tylko z Michałem Żebrowskim! Ten wybitny aktor młodego pokolenia bardzo chętnie zgodził się przyjąć zaproszenie na spotkanie z dziećmi i młodzieżą szkół Pro Futuro. Oczarował nas swoją skromnością i aktorskim kunsztem. Nie mogliśmy pozostać mu dłużni. Michał Żebrowski wyszedł od nas oczarowany naszymi dziećmi i naszą szkołą!
- Byłem na wielu spotkaniach z dziećmi i młodzieżą. W szkołach lub innych miejscach. Pierwszy raz spotykam się z tak spontanicznie reagującą młodą widownią. Macie zdolnych i odważnych małych aktorów. Poza tym, nigdy jeszcze nie musiałem odpowiadać na tyle pytań. Panuje u was pozytywna atmosfera - dużo niespotykanego gdzie indziej entuzjazmu. Do tego jeszcze cisza, spokój i ogród pełen zieleni. Bardzo mi się u was podoba, chętnie was jeszcze odwiedzę. Tego wszystkiego dowiedzieliśmy się już po wszystkim. Na spokojnie. W drodze do samochodu. W małym gronie. Nic pod publikę i na pokaz. Gdybyście zapytali nas jaki jest Michał Żebrowski to odpowiedź jest bardzo prosta: normalny. Nie udaje, nie schlebia publiczności, łatwo asymiluje się z otoczeniem... Przyjechał do nas o 11.00, a wszyscy, którzy choć trochę interesują się teatrem wiedzą, że dla wielu aktorów występujących do późna jest to środek nocy. Ubrany młodzieżowo w nieodłącznej czapce z daszkiem tak jak na wielu wywiadach w telewizji. Wpadł do gabinetu dyrektora i od razu zachwycił się japońskimi drzeworytami naszego dyrektora. Wywiązała się spontaniczna pogadanka o Oriencie. Początek znajomości i od razu nawiązujemy nić sympatii. Namawiamy się co do scenariusza spotkania. Zajmuje to minutę. Ruszamy do dzieci. Sala pęka w szwach. Widzowie wstają i brawami witają mistrza. Złośliwy sufler czyli wszystkie sekrety teatru. Korzystając z obecności fachowca poprosiliśmy o mini-wykład dotyczący teatru, aktorstwa, trudnych nauk w szkole artystycznej i recepty na to jak zostać ulubieńcem krytyków, reżyserów i przede wszystkim publiczności. Nasz gość cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. Wyjaśnił nam czym jest teatr i jaka jest jego misja! Dowiedzieliśmy się, że być aktorem to trudne i odpowiedzialne zadanie. Najprostsza droga do aktorskiej kariery wiedzie przez szkolne zespoły teatralne! W szkole teatralnej trzeba nieraz cały ranek pukać w tamburyno lub pół dnia latać w baletkach! Nie daj Boże mieć na pieńku z suflerem bo na premierze zamiast podpowiedzi można usłyszeć: Trzeba się było nauczyć roli baranie! Myślę, że naszych uczniów najbardziej uderzyło to, że teatr i aktorstwo w znacznej mierze różni się od wizerunku kreowanego w mediach i kolorowej prasie i tak naprawdę ma wiele wspólnego z nauką, szkołą, zadaniem i misją. Taki jest Teatr. Magię i sukces jak w życiu poprzedza ciężka praca, obowiązek, talent i odpowiedzialność. Afera w Domu Wielkiego Skrzata czyli Trupa Pani Renaty znowu na topie! Święto Teatru w szkole poza wizytą naszego drogiego gościa było kolejną okazją do wystawienia premierowej sztuki. Gang Pani Reni w osobach utalentowanych uczniów klasy III szkoły podstawowej dał popisowy występ w nowym przedstawieniu. Komedia o nienatrętnym dydaktycznym zabarwieniu wzbudziła aplauz i salwy śmiechu. Opowieść dotyczyła porzucenia przez aktorów bajkowych teatru na rzecz realisty show w Domu Wielkiego Skrzata. W grę wchodzi sława, pieniądze i reklama mydła i pasty do butów. Aktorzy sugestywnie pokazali jak łatwo wpaść w pułapkę tandety i chłamu. Na szczęście główni bohaterowie Kot w Butach, Królewna i Pinokio ostatecznie nie dają się skomercjalizować i wracają na deski starego teatru. Gdy nasi malcy ze swadą i pewnością popisywali się swoimi umiejętnościami patrzyłem na Żebrowskiego. Podobało mu się. Śmiał się z innymi, nieraz nawet głośniej od dzieci. Po przedstawieniu pogratulował aktorom i Renacie, którą sam wywołał i nagrodził brawami. Atmosfera dojrzała do osobistych zwierzeń. Oddaliśmy mistrza na pastwę naszych szalonych nie znających cenzury i zahamowań dzieciaków... Kim Pan wolał być? Skrzetuskim, Wiedźminem czy bohaterem Starej Baśni? Było bardzo merytorycznie... Na pierwszy ogień poszły pytania o słynne kreacje filmowe oparte o wielką literaturę. Dowiedzieliśmy się, że mieczem i szablą aktor władał sam co po „Wiedźminie” kosztowało go kilka szwów na głowie. Pana Skrzetuskiego trzeba było nieco wyluzować a o Wiedźmina pytać reżysera. Najbardziej aktor ceni rolę w „Pręgach” Magdaleny Piekorz i jest wiele scenariuszy filmowych, które lądują w koszu na śmieci... Było dramatycznie... Zdarzyło się zepsuć rolę np. Hamleta na studiach. Po kreacji podszedł profesor i rzekł: -Michał. Wyciągaj wnioski. Innym razem zdarzyło się zapomnieć roli w teatrze i później trzeba było walczyć z atakiem śmiechu już do końca przedstawienia. Było śmiesznie... Czy grał Pan zwierzę? A może grał Pan kobietę? Boi się Pan dzieci? Okazuje się, że aktor grał, ale ze zwierzęciem. Głownie dosiadał konia. Kobietą nie był nawet na scenie. A jeśli idzie o dzieci to jego dwie siostry rodzone mają razem dziesięcioro pociech co daje liczbę tyluż siostrzeńców, których imion wstyd powiedzieć nawet nie pamięta i myli je okrutnie. Było kwieciście... Aktor otrzymał od nas bukiet wiosennych tulipanów z rąk najlepszej aktorki Pro Futuro Marysi Hryniewicz z VI klasy. Jaki tam Rayan Gigss czy Rooney. Na koszulce MU Michał Żebrowski! Jak kwiaty to i autografy. Fantazja naszych milusińskich nie zna granic. Zbierali podpis na wszystkim co się dało. W książkach i ćwiczeniach. Na kartkach i obrzępolonych świstkach papieru. Wszystkich jednak przebił mały Seki, który wziął autograf mistrza na oryginalnej koszulce Manchesteru United. Aktor, który przyznał się, że dzieciństwo i młodość przegrał w piłkę nożną bez mrugnięcia okiem spełnił dziką fanaberię popularnego Miklosza. Kiedy za chwilę nadciągnął zdyszany Barti Wawar niosąc pod pachą białą koszulę służby porządkowe musiały ukrócić tę niebezpieczną degrengoladę. Wyswobodzony z rąk łowców autografów Michał Żebrowski spokojnie odprowadzany przez wąskie grono wybrańców - bywalców kroniki towarzyskiej z Domu Wielkiego Skrzata udał się w stronę samochodu. Mówił, że jest bardzo zadowolony, że szkoła go urzekła, że gratuluje tego co tu mamy i mówił, że wróci...
|